with 2 komentarze

 

<img src="http://www.pomyslnazmiane.com/wp-content/uploads/2017/02/Czy-walka-jest-tym-czego-pragniesz2.jpg" alt="Czy walka jest tym, czego pragniesz2" />

Chcesz być na bieżąco? Zostaw swój e-mail

Nie wysyłam spamu!

Powered by Optin Forms

 

Od wielu lat noszę przy sobie oręż. Ciężki i zbrojny. Oręż słów i zachowań do których wracam jak bumerang. Bronię się nimi wymierzając ciosy na prawo i lewo. Oręż myśli, które mają mi dawać moc, ale nie zawsze są w stanie przebić się przez to, co podsuwa mój wewnętrzny krytyk. Kiedyś wytrwale mówiłam o tym, że wygrałam (albo i nie) bitwę, ale wojna się jeszcze nie skończyła. Po chwilach osłabień i zwątpień zakasywałam wysoko rękawy, porządkowałam moje emocje i szłam do kolejnego boju.


Walczyłam:

  • o szacunek do mnie – chociaż sama siebie nie potrafiłam szanować,
  • o spokój w mojej rodzinie biorąc na siebie wszystkie konflikty i upadając pod nimi regularnie,
  • z przeciwnościami losu, ponieważ chciałam, aby było tak, a było inaczej…,
  • z własnymi słabościami,
  • o faceta i to walczyłam z maniakalnym uporem nie chcąc przyjąć do wiadomości, że jest to relacja w której coś nie gra,
  • o moje wartości… Aż przyszedł dzień, gdy sama już nie potrafiłam odnaleźć się w tym, co jest ważne, ważniejsze albo zupełnie nieistotne,
  • a nade wszystko walczyłam o siebie.

Jaką siebie? W tej całej walce pogubiłam się i zwątpiłam. Resztkami sił i z wielkim NIE w mojej głowie i sercu zwlekałam się z łóżka. Ogarniałam zniechęcone ciało i duszę. Szłam do pracy. Wracałam z niej i wpadałam w otchłań myśli posępnych, przykrych, spychających mnie na dół. I oby przetrwać – do dnia następnego, taki był mój cel. Przespać noc walcząc z bólem duszy, obudzić się rano, założyć oręż i iść… Dokąd? W jakim kierunku? Nie wiedziałam.


Zmęczyłam się

Czy wygrałam? Myślę, że tak…. Nie wiem jak to nazwać. Może zaakceptowałam? Bo któregoś dnia zwyczajnie się zmęczyłam… Zbrzydło mi się – mówiąc dosłownie –  to całe pobojowisko po którym stąpałam. Wokół siebie nie widziałam niczego budującego, radosnego, moje serce wypełniała płytkość i szarość. I to nie czerń jest dla mnie kolorem wewnętrznego bólu, ale szarość. Czerń może być piękna, tajemnicza, głęboka. Szarość jest…szara. Jest pomiędzy i trudno jest przez nią się przebić. Jak przez mgłę, która gęstym szalem zasłania świat a Ty idziesz w niej w nieznanym kierunku. Tak… był i taki moment, gdy walczyłam o to, aby czuć. Aby radość była radością. A gniew gniewem. Dlaczego o tym piszę?


Czy walka jest tym, czego pragniesz?

Kilka tygodni temu napisałam do mojej Przyjaciółki. Nieważne o czym. Ważne jest to, jakiego słowa użyłam…. A ona mi odpowiedziała, że może czas jest przestać walczyć? Może w tym tkwi sęk??? Bo czy walka kojarzy się z czymś dobrze??

I tak, zupełnie zaskoczona poczułam, że moja prawica z orężem powoli opada… Rozejrzałam się wokół siebie i z szeroko otwartymi oczami ogarnęłam to,co tworzyłam zawzięcie przez kilka lat. Zobaczyłam łzy, znój, zmęczenie, utratę, niewiarę, zwątpienie… Czy i Ty znasz to uczucie? Czy i Ty prowadzisz takie wewnętrzne boje? Zanim dobrze pomyślisz, już stoisz w szyku gotowa do wymierzania ciosów? Tak na wszelki wypadek – aby Ciebie nikt nie zaskoczył i nie wyprzedził…Ja już lata mam w sobie wyryte to, że lepiej jest być o krok do przodu… Tak, aby ewentualne straty były jak najmniejsze.


Nie walcz, ale kreuj!

Moja Przyjaciółka zna mnie lata całe i rozumie. A na jej pytanie: bo czy na walce można coś zbudować, czy kojarzy się ona z czymś dobrym moją odpowiedzią było NIE.

Jedno słowo, jedna myśl a tak wiele potrafi zdziałać. Walka odbiera siły a prowadząc ją zaciekle osłabiasz się każdego dnia – coraz bardziej i bardziej. Nie ma w niej nic konstruktywnego. Nie widzę w niej ani jednego fundamentu, który by coś mógł zbudować. A jeżeli jednak buduje, to kosztem czego? Szacunku, uczuć, priorytetów…? Chyba, że walczysz dla samej walki, poczucia wygranej, ale czy wiesz, co ona ze sobą przyniesie? Czy ona ma sens większy i głębszy, czy jest jedynie wyzwaniem, którego celem jest odhaczenie kolejnego zadania?

Walcz jednak o życie – swoje i Twoich bliskich. Ono jest ważne i warte swojej ceny. Masz prawo być szczęśliwa, masz prawo realizować swoje marzenia, malować i projektować Twoje życie, ale niech to będzie kreacja. Piękna i czysta, a nie dążenie po trupach do celu: po trupach emocji, uczuć, ludzi, idei…. Czasami trzeba już zwyczajnie odpuścić. Zaakceptować. Wybaczyć. Nie jest to łatwe. Moja akceptacja przychodzi mi z wielkim trudem. Uczę się jej małymi krokami. Bo akceptacja to nie jest tylko pogłaskanie po głowie. To jest również to, co pozwalamy sobie odpuścić. Na co się zgadzamy, dając temu czemuś miejsce w naszym życiu.

 

<img src="http://www.pomyslnazmiane.com/wp-content/uploads/2017/02/Czy-walka-jest-tym-czego-pragniesz2.jpg" alt="Czy walka jest tym, czego pragniesz2" />


Drzewo i Wojownik.

W moim życiu gości joga. Czasami mam na nią większą ochotę, czasami mniejszą. Jednak chcę do niej wracać, a moimi ulubionymi pozycjami są wojownik i drzewo. Uważam, że są one piękne, mają w sobie moc. Drzewo sięgające swoimi gałęziami w górę, piękne, strzeliste, dążące ku słońcu, pełne odwagi. I wojownik. Bez łuku, miecza i strzały. Kiedyś była to dla mnie bardzo trudna pozycja – nie lubiłam jej, aż do momentu, gdy ją pokochałam. Za siłę i stabilność, które w sobie ma. To one są orężem wojownika i są czystą mocą, która wynosi wojownika ponad słabości, chwile zwątpienia, wydarzenia, które go spotykają. Wojownik uczy się z nich na swojej drodze ku pełni i nie odrzuca ich. Jeżeli daje im sobą porządzić – to tylko na czas jakiś…


Doświadczenie jest neutralne.

Każda emocja jest ważna, każda słabość jest ważna. Nie ma doświadczeń złych i dobrych, nawet jeżeli nam się wydaje, że tak właśnie jest. Doświadczenie jest neutralne, a to jakie zabarwienie mu nadajemy – zależy od nas samych. Przestańmy walczyć, usuńmy to słowo ze swoich słowników, albo dostawmy je na bok. Niech czeka na lepsze, bardziej korzystne dla niego okoliczności…. A my zwyczajnie żyjmy, sięgajmy po lepiej i wycierajmy ciągle czoła zroszonego potem od noszenia naszego oręża i wydobywania go, gdy tylko nam na to przyjdzie ochota (często nieuświadomiona).

 

 

Czy Ty również nosisz przy sobie oręż? W walce z czym go używasz…. i czy ta walka jest warta Twojego wysiłku?

Proszę, podziel się w komentarzu.

 

Spodobał się Tobie mój post? Śmiało – udostępnij go 🙂 niech leci w świat z dobrą energią.

 

P.S. Poczułaś się dobrze na moim blogu i masz ochotę na więcej? Wskocz na mój fanpage na Facebooku. Dzieje się tam dobrze i dużo 🙂 Zasil nas swoją energią!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Ja całe lata też walczyłam. Wydawało mi się, że nie ma niczego bez cierpienia, wysiłku i znoju. I chyba przeciążyłam samą siebie, bo po tych latach trudnych doświadczeń przyszedł taki moment, kiedy zaczęło mnie przerastać zrobienie zakupów. Dopiero wtedy poczułam, że muszę przestać – zaopiekować się sobą w końcu, przystać na to, co jest, zamiast ciągle zmieniać swoje życie. I ono magicznie się poprawiło w każdym aspekcie. Ustabilizowała się moja sytuacja w pracy, poznałam wspaniałego mężczyznę, zaczęłam lepiej dogadywać się z rodzicami, a nawet lepiej wyglądać. To jest taka moja nowa filozofia. 🙂 Walczę, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę. Coraz rzadziej.

  • Reni Blog

    Ja już nie walczę, żyje spokojniej, wolniej, stawiam na priorytety. Ja już naprawdę trzeba to zawalczę, ale wybieram spokój.